Monday, 14 November 2016

Relacja z PGA 2016

Na PGA bawiłam się jako prasa, reprezentując GamesGuru. Jeszcze parę lat, a będę pojawiać się jako słynna blogerka od Muzeum Nietoperzy. Zobaczycie.
A tymczasem.


W dniach 23-25 października miała miejsce jedenasta edycja Poznań Game Arena, największych targów growych w Polsce. Tegoroczna odsłona odniosła ogromny sukces, zbierając na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich ponad 71 tysięcy ludzi. To zatrważająca liczba, którą dało się odczuć, kiedy tylko weszło się na hale targów. 

Miałam okazję pojawić się wśród uczestników jako jedna z 800 osób z akredytacją prasową, dzięki czemu mogłam spędzić te trzy dni oglądając stoiska, grając w gry i słuchając prelekcji. W takim jednoosobowym teamie ciężko oczywiście zwiedzić każdy zakątek targów, zwłaszcza kiedy pokrywają one tak różnorodną tematykę, jaką są gry komputerowe – dlatego też nie rozpiszę się jednakowo o każdej atrakcji, a skupię głównie na produkcjach niezależnych, które zobaczyć można było na targach.

Pawilony PGA pełne były tego, co uwielbia większość graczy – stanowisk do gry, wystawców ze sprzętem komputerowym i innymi gadżetami, a także miejsc na turnieje. 

Obejrzeć i wypróbować można było produkty między innymi takich firm jak RAVCORE czy Hyperbook. Spora przestrzeń zajęta była przez Alienware i Komputronik, które hostowały turnieje Hearthstone i League of Legends, w których wygrać można było poważne tysiące złotych. Zbierały one ogromne rzesze zainteresowanych – co jest oczywiście normą na takich eventach. 

Xbox udostępnił odwiedzającym szereg komputerów i konsol, na których grać można było w liczne gry ekskluzywne. Gracze mogli wziąć też udział w turniejach Fify 16, Counter-Strike: Global Offensive oraz Tekkena.
CPD.PL zorganizowało też turniej Overwatcha, chociaż ich główną atrakcją był Wielki Giermasz – znaleźć na nim można było ponad 300 gier na PC, konsole, gier planszowych oraz wiedźmińskich gadżetów. 

A PGA odbywał się też konkurs cosplayu, w którym nagrodami był sprzęt firmy MODECOM. Uczestnicy zaprezentowali olśniewające prace, które przykłuwały uwagę uczestników na każdym kroku. 

Miło wspominam stoisko Sprite'a – podziwiam hostessy, które przez trzy dni stały tam i otwierały puszki dla przechodzących uczestników. 
Znalazło się także miejsca na strefę Stars4Fans. Nie odwiedzałam jej, mając w pamięci to, jak słabo wypadła na Good Game Expo. Kiedy raz przez nią przechodziłam, widziałam sporo ludzi, prawdopodobnie biegających za autografami. Nic szczególnie zachęcającego.

Niesamowicie prezentował się pawilon przeznaczony dla twórców gier niezależnych. W tym roku rozstawiło się na nim ponad pięćdziesiąt stanowisk. Znalazły się wśród nich zarówno zupełnie nowe, niedoświadczone studia, które prezentowały zaczątki swojej pierwszej gry, jak i twórcy pracujący nad indykami już od lat. 

Moją uwagę zwróciło wiele stoisk. Najbardziej wyróżniającym się spośród innych było zdecydowanie to należące do Artifex Mundi, prezentujące ich nową grę, BladeBound. Było ono ucharakteryzowane na budynek w fantastycznym klimacie z gry, robiło spore wrażenie. Sama gra prezentuje się równie ciekawie, ale o tym napiszę więcej w innym tekście – tutaj ograniczę się do tego, że odwiedzenie ich stanowiska wspominam przemiło. 

Ogromnie cieszę się z okazji wypróbowania gry Archaica: The Path of Light od TwoMammoths. Słyszałam o niej już wcześniej, ale dopiero tutaj miałam okazję zobaczyć ją na własne oczy i zagrać. Zostałam niesamowicie pozytywnie zaskoczona – produkcja TwoMammoths prezentuje się fenomenalnie. Jest powalająca wizualnie, patrzenie na nią to czysta przyjemność. Gameplayowo sprawdza się doskonale i rozwiązywanie logicznych zagwozdek, w których obraca się zwierciadła, by odbijać promienie światła w odpowiednim kierunku, sprawia wielką frajdę. Gra ma dodatkowo subtelnie wplecioną warstwę fabularną, która pasuje do ogólnego spokojnego, relaksującego klimatu. Coś pięknego.

Za jedno z najciekawszych odkryć uważam Lost Ember, grę od Mooneye Studios. Dostępny do ogrania na PGA fragment gry pochodził z pre-alphy, a już prezentował się lepiej, niż niektóre gotowe produkty. Gameplay nie był jeszcze idealnie płynny, ale warstwa audiowizualna powalała, wspomagana dodatkowo przez nieco mistyczny klimat świata natury i starożytnej magii. 

Wśród stoisk znalazło się też Toucan Systems ze swoją grą Selma and the Whisp, którą ogrywałam już na Good Game Expo (wspominaliśmy o tym tytule w relacji). Ich produkcja zdobyła zresztą specjalną nagrodę dla największego odkrycia targów – myślę, że na nią zasłużyła, chociaż konkurencja była mocna.

Wiele ciekawskich spojrzeń przyciągało stoisko Evil Indie Games, na którym można było zagrać za pomocą kontrolera zbudowanego z… bananów. NO THING, mała, prosta zręcznościówka utrzymana w surrealistycznej stylistyce idealnie nadawała się do sterowania w ten sposób, samodzielnie lub w duecie. Za zdobycie najwyższego wyniku punktowego otrzymać można było nagrodę, co dodatkowo zachęcało uczestników. Chociaż wydaje mi się, że możliwość zagrania na bananach była głównym powodem, dla którego tu zaglądano.

Zespół Handmade Depression prezentował swój projekt pod tytułem Indygo. To logiczny point'n'click, w którym gracze mają możliwość wcielić się w bohatera cierpiącego na depresję. Rozwiązywanie zagadek przyczynia się do poprawiania stanu psychicznego postaci, gra oferuje także zakładkę opisującą problem depresji, tłumaczącą jak radzić sobie zarówno z samą chorobą, jak i sytuacją, w której cierpi na nią ktoś inny. Gra wymaga jeszcze pracy, ale z pewnością wyróżniała się pomysłem.

Innym ciekawym tytułem, na który można było natknąć się w strefie indie, było Coffee Noir. Gra odróżniała się od reszty gatunkiem i tematyką. To gra ekonomiczna, która ma za zadanie uczyć graczy o biznesie, ukrywając warstwę stricte edukacyjną pod atrakcyjną estetyką noir i fabułą, w której wcielają się w postać prywatnego detektywa. Twórcy, DOJI - Educational Innovations, postarali się, aby ich produkt zapoznał ludzi z prowadzeniem negocjacji finansowych, planowaniem sprzedaży czy innymi elementami, który mogłyby nie wydawać się wielu tak zachęcające, gdyby zostały podane w innej formie. O Coffee Noir usłyszycie jeszcze, śledząc GamesGuru.

Pod skrzydłami PGA ma miejsce inne wydarzenie – GIC, Game Industry Conference. W poprzednim roku było właściwie osobną imprezą, na którą trzeba było mieć oddzielną wejściówkę, ale w tym roku zmieniono podejście. Wszyscy uczestnicy Poznań Game Areny mogli bez przeszkód wchodzić też na teren konferencji. To świetny ruch ze strony organizatorów. Sama osobiście namiętnie z tej możliwości korzystałam i na GICu spędziłam większość trzydniowego eventu.

Muszę tu wspomnieć o porażającej różnicy, którą zauważyć można było między budynkami stricte PGA, a pawilonem konferencji. Kiedy hale z gamerskim sprzętem i stanowiskami do gry przepełnione były ludźmi, zwłaszcza młodymi, głośnymi i chcącymi ograć jak najwięcej znanych produkcji póki mają okazję. Teren, na którym odbywał się GIC był w porównaniu z tym niemalże pusty, a na pewno znacznie spokojniejszy – większość uczestników stanowiła branża gamedevu lub ludzie aspirujący do niej, którzy wyraźnie przybyli, żeby posłuchać osób obeznanych w temacie i podłapać znajomości. Do tego znaleźć tam można było wiele ofert pracy przy tworzeniu gier – na korytarzu swoje stoisko miał choćby Sperasoft, poszukujący grafików i innych twórców. Świetna okazja dla zainteresowanych. Moim zdaniem zdecydowanie najciekawsza część Poznań Game Areny.

Miałam okazję posłuchać wielu ciekawych prezentacji, zarówno zagranicznych gości, jak i polskich twórców. Większość dotyczyła tworzenia i wydawania gier niezależnych, ale fani innych tematów również mogli znaleźć coś dla siebie. 

Większość z wysłuchanych prelekcji ogromnie mi się podobało, ale jest parę takich, które wspominam szczególnie miło. Jedna z nich to „3, 2, 1… Liftoff! How to sucessfully launch a game?” Natalii Dołżyckiej – już niejednokrotnie miałam okazję słuchać (a jeszcze więcej razy – czytać) Nadię, wiedziałam więc, że mogę spodziewać się czegoś na wysokim poziomie. Nie zawiodłam się.

„Using games to teach children about peace & tolerance” Thasiego Libermana było ujmującą opowieścią o izraelskim gamedevie, serious games i tym, jak gry mogą przekazywać istotne wartości poprzez rozrywkę. Thasi sam zajmuje się tworzeniem gier, a jego studio prowadziło stoisko w strefie indie. Niestety, nie miałam okazji sprawdzić, co mają do zaoferowania w tej kwestii.

Z „Setting the right goals for your PR & marketing” Piotra Bombola wyniosłam chyba najwięcej informacji, które chciałabym wykorzystać w przyszłości. Prowadzący bardzo zgrabnie połączył przegląd interesujących kampanii marketingowych znanych tytułów AAA z zestawem rad dla twórców indyków. 

Bardzo przyjemnie wspominam „Love/Hate Triangle – developer, journalist, gamer” Martyny Zych. Prelegentka zalicza się do wszystkich trzech grup wymienionych w tytule, mogła więc wykorzystać znajomość każdej do wytknięcia tego, co najważniejsze. Wskazała wiele problemów komunikacyjnych, których można nie zauważać, patrząc na sytuację tylko z jednej perspektywy.

Poznań Game Arena to wielka impreza, powalająca rozmachem, świetnie zorganizowana, zapewniająca wiele godzin cudownej rozrywki dla każdego, kto interesuje się grami komputerowymi. Chociaż sama osobiście skupiłam się tylko na niewielkim ułamku wszystkiego, co było na niej dostępne, całe wydarzenie oceniam bardzo wysoko. Nieważne, czy uwielbiasz e-sport, testowanie gamerskich klawiatur czy może wykłady o ekonomicznym podejściu do wydawania gier – na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. 

Tegoroczne PGA było moim pierwszym, ale na pewno nie ostatnim. Zdecydowanie polecam odwiedzenie Międzynarodowych Targów Poznańskich w przyszłym roku.

Postaram się pisać więcej. Znowu.