Sunday, 4 September 2016

Recenzja "Deadpool & the Mercs for Money" #1 i 2

Recka z Planety Marvel. Tak dla odmiany.


Deadpool od dawna był jedną z najbardziej ikonicznych postaci uniwersum Marvela, a ostatnimi czasy jego popularność jedynie wzrasta. Na początku tego roku do kin trafiła filmowa adaptacja komiksowych historii o nim, która stanęła przed ciężkim zadaniem przeniesienia na ekran specyficznego humoru postaci oraz charakterystycznej dla niej cechy, czyli łamania czwartej ściany. Niezależnie od tego, czy uważacie produkcję 20th Century Fox za dobrą ekranizację, czy wręcz przeciwnie, trzeba przyznać, że uczyniła ona z Wade'a Wilsona jeszcze bardziej rozpoznawalną figurę. Z pewnością przyciągnęła też do komiksów ludzi, którzy wcześniej nie mieli z nimi nic wspólnego. Takie osoby mogą zainteresować się nową serią komisową, "Deadpool & the Mercs for Money".

Tytuł ten wychodzi w ramach wciąż trwającej linii All-New, All-Different Marvel. Nie jest jednak pierwszym. Jeszcze w tym roku wyszła limitowana seria "Deadpool & the Mercs for Money", składająca się z sześciu numerów. Po ciepłym przyjęciu uznano, że grupa zasługuje na normalny komiks, dlatego też w lipcu rozpoczęła się nowa odsłona przygód grupy najemników Deadpoola. Do tej pory pojawiły się dwa numery. 

Ekipa Mercs for Money powstała, kiedy niejaki James Bourne zaczął podawać się za Deadpoola, zdobywając przy tym spore sukcesy. Wade zauważył, że zdobył dzięki temu większą popularność i doszedł do wniosku, że warto to wykorzystać. Zatrudnił Bourne'a i paru innych najemników, którzy nosili takie same kostiumy, jak on, i – po drobnych problemach z prawami autorskimi – nazwał ją Mercs for Money. Dokładną historię tego składu znajdziecie pod tym linkiem

W nowej serii skład Mercs for Money jest następujący: znany i lubiany Wade Wilson w roli dowódcy; Solo, były żołnierz ze zdolnością teleportacji; Foolkiller, pozbawiony mocy terapeuta pomagający rehabilitowanym kryminalistom; Terror, nieśmiertelny stwór potrzebujący częstego wymieniania części swojego ciała, absorbujący przy tym wiedzę i umiejętności dawcy; ciężko uzbrojony i mówiący wyłącznie po hiszpańsku Masacre; wyposażony w specjalny strój Stingray, wcześniej powiązany z samymi Avengers; Slapstick, czyli kreskówkowy klaun potrafiący tworzyć broń z niczego. To niezwykle barwna zbieranina, łącząca wiele ciekawych mocy i podejść. Jak na razie nie dali się poznać jako najbardziej interesujący bohaterowie, ale myślę, że po czasie będzie można ich polubić.

Pierwszy numer serii zaczyna się rozmową przy piwie Deadpoola i Domino, jego starej przyjaciółki i sojuszniczki. Nasz protagonista stoi przed nie lada problemem: jego team zdaje się mieć go dosyć i może nawet rozważać pozbycie się go. Powód jest dość oczywisty i nie jest sekretem ani dla Domino, ani dla samego Wade'a – to wszystko przez fakt, że Deadpool jest marnym liderem i nieprzyjemnym w obejściu człowiekiem w ogóle. Sami zresztą mamy okazję to zaobserwować już chwilę później. 
Mercs for Money dostali zlecenie ujęcia niegroźnie wyglądającej nastolatki o pseudonimie, który większość fanów pewnie kojarzy – Negasonic Teenage Warhead. Chociaż komiksowa wersja w niczym nie przypomina tej, którą mieliśmy okazję zobaczyć w kinach - ma długie włosy i nie wybucha - to użycie akurat tej bohaterki to miły gest i świetne zagranie, zwłaszcza przez wzgląd na nowych czytelników. Sceny z jej udziałem wypadają naprawdę fantastycznie i cały numer oceniam przez to bardzo wysoko: zgrabne wprowadzenie, ogrom dobrze wyważonej akcji i zarysowanie większej intrygi, która ma ciągnąć się przez najbliższe kilka zeszytów. Najemnicy nie mieli okazji się wykazać, ale można się było tego spodziewać: jest ich spora grupka, a ilość stron w komiksie jest ograniczona. Spodziewałam się, że będą potrzebowali czasu, żeby się zaprezentować.
Miałam rację, jako że już w drugim numerze ekipa Deadpoola dostaje nieco więcej czasu dla siebie i ma możliwość odezwania się kilkakrotnie. Nie tylko dostajemy drobną informację na temat charakterów poszczególnych bohaterów, ale widzimy też potwierdzenie słów Wade'a z poprzedniego rozdziału – jego pracownicy faktycznie nie są zachwyceni swoim liderem. Szczególnie teraz, kiedy kontynuują pracę dla tajemniczego zleceniodawcy. Robota okazuje się cięższa, niż można by tego oczekiwać, a całość zaczyna sugerować, że na naszych antyherosów czekają nie tylko przeciwnicy do pobicia, ale i rozterki moralne. Banda Deadpoola nie jest przecież typowymi złoczyńcami chcącymi władzy nad światem czy zniszczenia ludzkości, a ludźmi chcącymi zarobić, niebojącymi się ubrudzić rąk, ale mającymi kodeks moralny i pewne zasady. To lubiany typ postaci, który można wykorzystać do naprawdę ciekawych historii. Ta tutaj zdaje się dopiero rozkręcać, ale już widać, że bohaterowie zostaną postawieni przed niełatwymi wyborami.

Pod względem graficznym komiks jest bardzo przyjemny dla oka. Kreska Ibana Coello jest klasycznie ładna, nieoryginalna i niczym nie zaskakuje – nie są to oczywiście wady, bo dzięki temu powinna zadowolić każde gusta. Estetyczny, dynamiczny styl dopełniają żywe kolory nałożone przez Guru eFX. Całość robi naprawdę świetne wrażenie, zarówno w scenach walki, jak i tych spokojniejszych.

Ogólne wrażenia? Pozytywne. Po cudownym pierwszym numerze miałam dość wysokie oczekiwania, ale wygląda na to, że seria zachowa dość wysoki poziom. Jest całkiem zabawna – może nie aż tak bardzo, jak bym tego oczekiwała, ale zdecydowanie sprawia frajdę. Barwna zbieranina bohaterów, intrygujący wątek główny i ciekawie zapowiadające się konflikty na linii Deadpool - jego pracownicy, do tego ładne rysunki i sporo akcji. "Deadpool & the Mercs for Money" nie znajdą się na szczycie mojej listy „do kupienia”, ale warto zwrócić na nich uwagę.

Moim nowym celem jest wrzucanie przynajmnie czterech notek w miesiącu, fingers crossed.